mająca niedługo rozpocząć się prezydentura baracka obamy jest analizowana pod każdym względem, także kulinarnym.
media odgrzebują różne smaczki z przeszłości prezydenta-elekta. czy wiecie, że obama ma za sobą debiut w roli krytyka kulinarnego w telewizyjnym show? ok, debiut, to za duże słowo: programu nie wyemitowano, bo pozostali goście nie byli zbyt rozmowni. obama wypowiadał się wówczas (a był to 2001 rok), na temat lokalnej chicagowskiej restauracyjki. teraz program zostanie oczywiście pokazany na antenie.
powstaje pytanie, czy obama jest „foodie”, czyli smakoszem. blog serious eats twierdzi, że nie ma przesłanek, które by o tym świadczyły. obama nie gardzi dobrym jedzeniem (na specjalne okazje wybierał supereksluzywną chicagowską restaurację spiaggia – dania główne powyżej 40 dolarów), ale ma teraz ważniejsze sprawy na głowie.
tym niemniej obama nie może już „tak po prostu” jeść, wszystko co je, ma ukryte znaczenie. po przeprowadzce do waszygntonu umówił się z burmistrzem tego miasta na przekąskę. poszli do… zwykłej budki z hotdogami. no, może nie do końca zwykłej. serwowane w tym miejscu „half-smokes”, czyli hotdogi z kiełbaską nieco pikantniejszą i grubiej zmieloną niż typowa hotdogowa parówka, są waszyntońską specjalnością. był to więc symboliczny akt przeprowadzki obamy do stolicy. niestety obama popełnił faux-pas, pytając się przy świadkach „a co to właściwie są te half-smokes?”. bill cosby, wielki wielbiciel waszyntońskich hotdogów i jedyna osoba, która w barze chili bowl może jadać za darmo, powiedział pół żartem pół serio, że w tej sytuacji wycofuje swój głos na obamę.
ostrygi, homary i krewetki na przystawkę, kacze piersi z wiśniowym czatnejem, bażant w ziołach podany z dzikim ryżem i ciasto z jabłkami… także menu na inauguracyjny lunch na rozpoczęcie prezydentury obamy ma swoje głębsze znaczenie: są to dania skomponowane dla uczczenia 200 rocznicy narodzin abrahama lincolna, który podobno cenił sobie owoce morza, dania z dziczyzny i desery z jabłkami.
wybór obamy na prezydenta to także szansa na zrobienie mniejszych czy większych pieniędzy. ola lazar wspomina o wydaniu restauracyjnego przewodnika po hawajskich lokalach. nie przypadkowo ukazuje się on właśnie teraz. a co powiecie na lody znanej firmy ben&jerry o nazwie „yes pecan!”? część dochodu z ich sprzedaży przyznaczona jest dla organizacji common cause, a zbieżność nazwy z hasłem obamy „yes we can!” również przypadkowa nie jest.