Foodelkowe przepisy tygodnia: edycja 18

przepisy tygodnia foodelka jpgMiniony tydzień kulinarna blogosfera spędziła w dużej części na przygotowywaniu najrozmaitszych dań z ciecierzycy. Chociaż lubię akcje kulinarne, to muszę powiedzieć, że wybierając na Foodelka przepisy, miałem poczucie pewnego nadmiaru. Pod koniec tygodnia większość publikowanych dań zawierała ciecierzycę, co sprawiało, że przepisy były dość monotonne. A nie jestem wrogiem ciecierzycy! Wręcz przeciwnie, hummus uwielbiam, falaflem nie gardzę…

Co poza ciecierzycą? Oczywiście szparagi. Ale także i inne dania, czasem z egzotycznymi składnikami lub pochodzące z krajów, o których kulinarnej tradycji niewiele wiemy. No i słodkości. Kiedy przygotowywałem pierwsze foodelkowe przepisy tygodnia, jakoś rzadko wybierałem do nich desery. Od kilku edycji jest ich coraz więcej. Widocznie mam taką potrzebę :-)

Przepisów jest trochę więcej, bo obejmują dłuższy czas. Od tej pory Foodelkowe przepisy tygodnia będą ukazywać się w poniedziałek lub wtorek, tak, by podsumowywać cały tydzień, włącznie z weekendem.

Uff.  20 przepisów tym razem! Zapraszam za tydzień. A autorki i autorów przepisów proszę jeszcze o wklejenie banerka.

Kuchnia fusion dla każdego

Gdy parę ładnych lat temu wybuchła moda na kuchnię fusion, z lekkim przerażeniem obserwowałam najdziwniejsze pomysły na połączenia różnych tradycji, smaków, produktów. I choć sama nie stronię od eksperymentów, to została mi pewna nieufność do restauracji czy książek specjalizujących się w fusion. Chyba, że autorem takiej książki jest Robert Makłowicz, mój absolutny Mistrz kulinarny (stąd proszę wybaczyć mój subiektywizm). Uważam, że Makłowicz, dzięki temu, że nie jest zawodowym kucharzem, a jedynie (?) bardzo utalentowanym pasjonatem, wie najlepiej, co zwykłemu zjadaczowi chleba będzie smakowało.

I tak też jest z Fuzją smaków jego autorstwa. Książka powstała w oparciu o telewizyjny program Podróże kulinarne Roberta Makłowicza. Zaprezentowane zostały w niej dania pochodzące lub zainspirowane kuchniami Jamajki, Tajlandii, Urugwaju i Australii.  Wszystkie bardzo odległe geograficznie, okazują się bliskie smakowi i sercu Europejczyka. A w daniach wydawałoby się oczywistych, jak pallela czy omlet, kryje się bogactwo niezwykłych i egzotycznych połączeń.

Sam układ książki sugeruje mieszanie się i przenikanie smaków, bowiem autor tylko na wstępie i po krótce przedstawia kolejne miejsca swych kulinarnych podróży, a dalej następuje eksplozja przepisów na smakowite i do tego raczej proste w przygotowaniu potrawy. Dodatkowo, prawie wszystkie opatrzone są komentarzem odautorskim w niepodrabialnym  stylu Roberta Makłowicza – trochę historii, odrobinę osobistej gawędy, szypta dobrych rad. Na końcu zaś znalazły się aż trzy spisy książkowych receptur: wg kraju pochodzenia, wg nazw oryginalnych i wg nazw polskich.

W całym tym kulinarnym szaleństwie Makłowicz utrzymuje nadal kontakt z polską rzeczywistością i choć przedstawia egzotyczne dania, to produkty do nich powinny być dostępne w każdym lepiej zaopatrzonym supermarkecie. I to, że nie zapomina, iż książki kucharskie (czy programy kulinarne itd) nie są dla kucharzy, tylko dla zwykłych ludzi, cenię w nim najbardziej.  Na końcu wstępu do Fuzji smaków pisze: “mogę przyrzec, że mało jest na tym świecie rzeczy tak przyjemnych jak bezustanne poszerzanie swych smakowych horyzontów” i ja się z nim absolutnie zgadzam.

Fuzja smaków. Podróże kulinarne Roberta Makłowicza

Robert Makłowicz

Wydawnictwo Znak, 2007

można gościom: krewetki po tajsku

img_8802-simg_8807-simg_8811-s
img_8814-simg_8818-simg_8825-s

dziś na obiad: krewetki po tajsku. w gęstym sosie ze śmietanki kokosowej, z chilli i kolendrą.