Taka mała rocznica,
mam nadzieję, że będzie ich więcej
Na początek chciałam zeznać, że nie wszystkich Foodelkowych “laureatów” z ubiegłego tygodnia udało mi się powiadomić o wybraniu ich przepisów. Miałam problem z powiadomieniem właścicieli niektórych blogów na Blox’ie – komentarzy pod postami nie mogą zostawiać osoby nie mające tam konta. Mam nadzieję, że z czasem to się zmieni, a właściwie to, że blogerzy zmienią ustawienia
Bardzo dużo się teraz na blogach dzieje, nastąpił istny wysyp kotletów ciekawych, serników maści wszelakiej i nie zrobię żadnego tylko dlatego, że nie mogę się zdacydować który wspanialszy. Dużo też potraw o tajemniczo brzmiących nazwach i mają coś wspólnego z tajemniczymi kobietami – nie sposób się im oprzeć. Trwa jeszcze Festiwal kuchni żydowskiej, można się już zbroić do Święta Kapusty i Festiwalu Dyni, a ja nie mogę się doczekać tych wszystkich pyszności!
Bułeczki-koniczynki maślane – na niedzielne śniadanie, albo efektowny początek wystawnego obiadu, może jako dodatek do zupy-kremu.
Suflet ziemniaczany – podany tak, że nawet się go nie boję, jakoś tak mu z oczu patrzy, jakby nie wiedział, że suflety, to wyższa szkoła jazdy.
Kotopoulo stifado – pod tą tajemniczą nazwą kryje się przepis na udka kurczaka w pomidorowo-winnym sosie, wszyscy teraz dodają link do zakładki “do wypróbowania”, u mnie już jest
Świstuny - esencja polskiej oszczedności, czyli co pysznego zrobić ze skrawkami ciasta pierogowego. Wspaniały pomysł na dodatek do tych wszystkich rozgrzewających, jesiennych dań jednogarnkowych, chociaż założę się, że i z łyżką dobrej, kwaśnej śmietany będą znakomite.
Sos cebulowy – szybki, prosty, uniwersalny, cebulowy , niby stary, ale czy ktoś go kiedyś jadł? Z prostym daniem będzie deską ratunku dla zapracowanych, ale w odpowiednim towarzystwie może stworzyć wykwintny posiłek.
Tarta z porem i pieczarkami – muszę przyznać, że jeszcze nigdy nie jadłam takiego połączenia, ale po przemyśleniu sprawy dochodzę do przekonania, że to był wielki błąd, który trzeba czym prędzej naprawić!
Marynowana makrela smażona – za mało ryb jemy! Makrela wg przepisu Lisiczki to jest RYBA, czy na zimno, czy na ciepło z ziemniakami do obiadu.Tylko proszę się nie wykłucać, że “przecież u nas tilapia co piątek”, bo to nie ryba, tylko najprostsza droga do świacenia w ciemności! No dobrze, wydało się, zwyczajnie się martwię, że jak już wrócę do mojego rodzinnego miasta, to nie licząc mrożonego dorsza i “czegoś” w markecie, to bezrybie będzie
Ziemniaki z ogniska – czasem na najbardziej oczywistą odpowiedź najtrudniej wpaść. Teraz chyba najlepsza na nie pora.
Kruche babeczki z budyniem – baaardzo eleganckie, jeszcze gdyby się je podawało na łyżce jakiegoś sosu, żeby nie uciekały po talerzu przed widelcemmmmmm, muszą być wspaniałe!
Jabłka w fartuszkach – pieczone jabłka kochają wszyscy, ale jabłka + kruche ciasto?! Toż to prawie grzech, więc proszę nie nadużywać
Autorów Foodelkowych przepisów tygodnia zapraszam do pobrania i zamieszczenia u siebie naszego banera. Jeśli znajdziecie jakiś nowy obiecujący blog o jedzeniu, to bądźcie tak mili i przyślijcie mi informację – mój adres e-mail znajdziecie u mnie, na górze po prawej. Dziekuję i do przyszłego tygodnia
Miniony tydzień kulinarna blogosfera spędziła w dużej części na przygotowywaniu najrozmaitszych dań z ciecierzycy. Chociaż lubię akcje kulinarne, to muszę powiedzieć, że wybierając na Foodelka przepisy, miałem poczucie pewnego nadmiaru. Pod koniec tygodnia większość publikowanych dań zawierała ciecierzycę, co sprawiało, że przepisy były dość monotonne. A nie jestem wrogiem ciecierzycy! Wręcz przeciwnie, hummus uwielbiam, falaflem nie gardzę…
Co poza ciecierzycą? Oczywiście szparagi. Ale także i inne dania, czasem z egzotycznymi składnikami lub pochodzące z krajów, o których kulinarnej tradycji niewiele wiemy. No i słodkości. Kiedy przygotowywałem pierwsze foodelkowe przepisy tygodnia, jakoś rzadko wybierałem do nich desery. Od kilku edycji jest ich coraz więcej. Widocznie mam taką potrzebę
Przepisów jest trochę więcej, bo obejmują dłuższy czas. Od tej pory Foodelkowe przepisy tygodnia będą ukazywać się w poniedziałek lub wtorek, tak, by podsumowywać cały tydzień, włącznie z weekendem.
Cuban sandwich: już zawsze będzie mi się kojarzył z Dexterem, nic na to nie poradzę!
W poprzednich tygodniach miałem pewną trudność z wyborem wystarczającej liczby przepisów (jakoś tak się składa, że ostatnio ich liczba oscyluje wokół 14). Staram się, żeby wszystkie z nich, przynajmniej w mojej subiektywnej ocenie, miały w sobie coś, co powoduje, że są wyjątkowe. Tym razem: wręcz przeciwnie. Jeden za drugim przepisy z blogów trafiały do wybranych, a zanim znalazły się na Foodelku musiałem poddać je kolejnej selekcji, a i tak jest ich bardzo dużo. Albo byłem głodny wybierając najciekawsze przepisy albo po prostu ten tydzień był wyjątkowo obfity jeśli chodzi o smakowitości.
Jak można było się spodziewać, kontynuowane były wątki szparagowe. Tak jak i w poprzednim tygodniu, pojawiło się mnóstwo pysznych słodkości. W dalszym ciągu dominują dania z warzyw i owoców. Liczne są rozmaite „placki”, tarty i quiche. Jest z czego wybierać, więc wybierajcie!
Są politycy, którzy śmiertelnie obrażają się za porównanie do kartofli. Ciekawe, czy gdyby porównano ich do szampana, kawioru albo trufli, również uznaliby za stosowne wysyłanie not dyplomatycznych? Powiecie, że ziemniaki nie mają w sobie nic szlachetnego i kojarzącego się z wysoką wartością. Mylicie się.
Ziemniaki La Bonnotte, uprawiane na francuskiej wyspie Noirmoutier osiągają ceny ponad 500 Euro za kilogram. Jest to ekstremalnie rzadka odmiana pospolitych kartofelków, charakteryzująca się (podobno) wyjątkowym smakiem za sprawą bliskości morza. Ręczne zbiory odbywają się właśnie teraz i trwają jedynie tydzień. Plon to kilkadziesiąt ton unikatowych kartofelków. O sprawie poinformował blog Eatmedaily a jeśli chcecie wiedzieć więcej, to La Bonnotte doczekały się własnej strony internetowej (tylko w języku francuskim).
Trzeba przyznać, że jest w tym jakaś metoda: przy pewnej cenie relacja cena/jakość jest mało weryfikowalna. Ja zapewne nigdy nie przekonam się, czy faktycznie ziemniak z francuskiej wysepki jest wart kilkudziesięciu złotych za sztukę (bo mniej więcej tyle wychodzi w przeliczeniu). Choć gdyby była okazja? Jak szaleć to szaleć. Tylko trochę strach, że przesoli się wodę albo za mało rozgrzeje olej na frytki.
Z tymi frytkami to żartowałem oczywiście. A jeśli chcecie poczytać o innych bardzo drogich składnikach, to polecam ten wpis u kawiorowej księżniczki (w języku angielskim).
jak pewnie widać na pierwszy rzut oka, postanowiłem eksperymentalnie uprościć nieco formułę przepisów tygodnia. zamiast rozbudowanego wpisu, zebrałem najlepsze kulinarne pomysły w prostą listę. przyzwyczajonych do poprzedniej formuły proszę o wybaczenie: chciałbym ją kontynuować, ale niestety, czasu mi nie starcza. tak czy owak są to nadal najlepsze moim zdaniem przepisy wyszukane na grubo ponad 100 blogach i forach internetowych. i również nie uległo zmianie to, że autorzy wpisów mogą wstawić do nich banerek, który dla ich wygody dostępny jest w dwóch wersjach.
w tym tygodniu trudno o jakiś wyraźny motyw przewodni. publikowane były urozmaicone przepisy, pochodzące z różnych kuchni. każdy znajdzie coś dla siebie, a co ja znalazłem?
skordalia: grecki sos, czy raczej pasta czosnkowa. świetny dodatek do różnych dań.
migdałowy sernik z amaretto: przepis każe chłodzić przez jedną noc w lodówce. u mnie do rana dotrwałaby połowa.
ludwiczek: zieeeloniutki drink. brakuje mu tylko pianki. ciekawe, czy trzeba po nim zmywać kieliszki?
zapraszam za tydzień na kolejne przepisy tygodnia! ps. przypominam, że w ciągu tygodnia można śledzić najbardziej interesujące przepisy w rubryce „miska foodelka” po prawej stronie! to właśnie z nich wybierane są przepisy tygodnia.
to był ciężki dla mnie tydzień. szczerze mówiąc, nie mogłem patrzeć na jedzenie, zarówno „na żywo” jak i na zdjęciach w internecie (nie mówiąc już o gotowaniu). mimo wszystko coś udało się wybrać z przepisów publikowanych na blogach i forach internetowych. autorom wybranych przepisów przypominam, że jeśli chcą, mogą umieścić przy notkach znaczek „przepisy tygodnia”. cóż więc przyniósł nam miniony tydzień? dużo dań bezmięsnych, przepisów na tarty i sporo słodkości.
zacznijmy od przekąsek. trufla proponuje pączki łososiowe. bardzo ciekawy i elegancki pomysł na imprezę. jeszcze bardziej wyrafinowaną przystawką będą przegrzebki w sosie mornay (w wątku znajdziecie też dwa inne przepisy na te małże). kolejny przepis, to „field mushrooms stuffed with welsh rarebit” (w pierwszej chwili przeczytałem „rabbit” i nieco mnie to zastanowiło, jak można faszerować grzyby królikiem, choć i tak można to pisać) – leśne grzyby z serowym sosem. a skoro jeszcze nie doszliśmy do drugiego dania, to w sezonie rozmaitych wrednych infekcji foodelek poleca ostrą zupę czosnkową z jajkiem lub równie rozgrzewającą zupę tortillową.
w ostatnim tygodniu stosunkowo mało publikowano przepisów na ciężkie, poważne, mięsne obiady. co więc na obiad? może klasyczny quiche lorraine? albo alzacki przysmak: tartée flambe (na miniaturce), czyli coś w rodzaju pizzy z francusko-niemieckiego pogranicza, o którym zresztą w pasjonujący sposób opowiada autorka na blogu, bardzo polecam ten wpis. i kolejna tarta, tym razem szpinakowa z soczewicą. a na koniec placek… chiński. cong you bing. bardzo ładnie brzmi i bardzo apetycznie wygląda.
desery: najpierw śmieszne jelenie różki. z klasycznej książki ćwierczakiewiczowej! włoski deser (choć pewnie równie dobrze sprawdzi się na śniadanie): pandolce alle mele, lekkie ciasto z jabłkami i miodem. delikatne tuiles. i mniej delikatne ciasto z daktylami (a skoro z daktylami to dobre. ja tak uważam). i jeszcze baba, tym razem baba poszła na jagody.
na koniec… można by się czegoś napić. może ten przepis pomoże? warto zwrócić uwagę na wyjątkowo dobracowane rysunki i schematy!
galette des rois to tradycyjne ciasto, podawane we francji w okolicach święta trzech króli. przepis na ten smakołyk znajdziecie na blogu przysmaki karolki. to nie jest takie zwykły placek: pod warstwami francuskiego ciasta, w nadzieniu z migdałowej masy, powinna znaleźć się figurka zwana „la fève” (kiedyś była to po prostu fasolka). kto ją znajdzie, ten zostaje królem! jak informuje wikipedia, prezydent francji nie może uczestniczyć w losowaniu kawałka z figurką, co jeśli zna się historię francji, a także przywiązanie francuzów do savoir-vivre, nie powinno dziwić. ciekawe, czy prezydenta polski też obowiązują jakieś restrykcje kulinarne podobnego rodzaju?
podobne ciasta są spożywane dziś na całym świecie. swoją odmianę ciasta z „niespodzianką” mają belgowie, hiszpanie zarazili nią meksykanów, a dzięki francuzom jest ona również częścią nowoorleańskiej tradycji kulinarnej. jeśli przepis na galette des rois wydaje się wam skomplikowany, spójrzcie na to inspirujące wideo: