nadal nie jestem w zbyt dobrym nastroju by pisać o jedzeniu jako takim, dlatego też znowu pokręcimy się po internecie w poszukiwaniu mniej (lub bardziej) praktycznych gadżetów kuchennych.
zacznijmy od zaparzaczek do herbaty. te urządzenia są chyba dla fusofobów: osobiście czuję do nich pewną awersję. albo parzę w czajniczku albo standardowo: na dno i zalewam. ale wiem, że są i tacy, dla których tylko herbata z zaparzaczki smakuje odpowiednio. dla nich dwie propozycje: pierwsza to pływająca, elegancka, designerska zaparzaczka z praktycznym ociekaczem (via cnet). zaś druga… no, to jest proszę państwa… rekin wśród zaparzaczek! wyobraźcie sobie herbatkę z dodatkiem hibiskusa parzoną w tym urządzeniu! szczęki (i, ii, iii) opadają.
przy okazji: czajnik. wygląda jak zwykły czajnik elektryczny, ale ma jedną ciekawą cechę: regulację temperatury wody przy której się wyłącza. przydatne, zwłaszcza fanom yerba-mate i tym wszystkim, dla których „gorąca, ale nie gotująca się woda” to określenie któremu brakuje niezbędnej precyzji.
ci, którzy nienawidzą fusów w herbacie, zapewne nie są też miłośnikami okruszków. oczywiście nie robiłem żadnych badań, ale podskórnie podejrzewam korelację. i tutaj technika z 21 wieku przychodzi z pomocą. robot odkurzacz pogromca okruszków! dostępny za jedyne 20 dolarów będzie uwijał się wokół talerzy jak myszka, zbierając kawałki herbatników, ciast czy chleba. ja bym kupił, 20 dolarów nie majątek, a zawsze to jakiś towarzysz posiłków.
swoje przywiązanie do współczesnej techniki można wyrazić także w inny sposób, nie wpuszczając do kuchni odkurzaczy przebranych za roboty. nawet rękawice kuchenne mogą świadczyć o tym, że właściciel równie sprawnie posługuje się patelnią co komputerem, a potrawy potrafi po prostu wyklikać. jest to produkt brazylijski, chwilowo niedostępny, a szkoda, bo chętnie bym zastąpił rękawice w kwiatki, których używam na codzień. jak tak teraz o tym myślę, to aż się sobie dziwię, że wkładam w coś takiego ręce. okropieństwo. chcę głaskać robota rękawicą kursorem!