1500 fanów Foodelka na Facebooku

Mamy już 1500 fanów na Facebooku! Dołącz do nas (a jeśli już jesz z naszej miseczki, zaproś do niej swoich znajomych)!

Przenosimy się na Facebooka!

Publikujemy przepisy dnia, codziennie na Facebooku, zostańcie naszymi fanami!

Foodelek – przepis dnia on Facebook

Foodelek mrożony

Jestem winien wyjaśnienie: z braku czasu i weny, chwilowo (mam nadzieję) nie piszę tu nowych notek. Sporo myślę o nowej formule tego serwisu, ja niestety nie bardzo mogę poświęcić mu zbyt wiele czasu. Mam nadzieję, że uda się Foodelka rozmrozić i że nie straci cennych wartości odżywczych :)

Chemia w kuchni

3297148934_249e885a37_bNie chodzi tu o konserwanty, ani środki czystości. Chciałem Wam polecić wyjątkowo interesujący artykuł na temat fizycznych i chemicznych procesów, stojących za smakiem i konsystencją tego, co gotujemy i pieczemy.

Być może nie zabrzmiało to zachęcająco, ale jest to pasjonująca lektura. Dlaczego dodajemy alkohol do sosów, skoro w procesie gotowania i tak odparowuje? Ile prawdy jest w tym, że nawet najmniejsza ilość żółtka spowoduje, że białko się nie ubije? Ile gotować strusie jajo? Na te pytania znajdziecie odpowiedź we wspomnianym artykule.

OK, może ten ostatni problem jest nieco wydumany, ale i tak zachęcam do lektury. Fizyka i chemia stoją nie tylko za cudami kuchni molekularnej, takimi jak ten prezentowany na zdjęciu (link do autora), ale także za potrawami, które przygotowujemy na codzień. Choć czasami próbujemy je oswoić, nazywając je „magią” i „sercem” włożonymi w gotowanie.

Foodelkowe przepisy tygodnia: edycja 18

przepisy tygodnia foodelka jpgMiniony tydzień kulinarna blogosfera spędziła w dużej części na przygotowywaniu najrozmaitszych dań z ciecierzycy. Chociaż lubię akcje kulinarne, to muszę powiedzieć, że wybierając na Foodelka przepisy, miałem poczucie pewnego nadmiaru. Pod koniec tygodnia większość publikowanych dań zawierała ciecierzycę, co sprawiało, że przepisy były dość monotonne. A nie jestem wrogiem ciecierzycy! Wręcz przeciwnie, hummus uwielbiam, falaflem nie gardzę…

Co poza ciecierzycą? Oczywiście szparagi. Ale także i inne dania, czasem z egzotycznymi składnikami lub pochodzące z krajów, o których kulinarnej tradycji niewiele wiemy. No i słodkości. Kiedy przygotowywałem pierwsze foodelkowe przepisy tygodnia, jakoś rzadko wybierałem do nich desery. Od kilku edycji jest ich coraz więcej. Widocznie mam taką potrzebę :-)

Przepisów jest trochę więcej, bo obejmują dłuższy czas. Od tej pory Foodelkowe przepisy tygodnia będą ukazywać się w poniedziałek lub wtorek, tak, by podsumowywać cały tydzień, włącznie z weekendem.

Uff.  20 przepisów tym razem! Zapraszam za tydzień. A autorki i autorów przepisów proszę jeszcze o wklejenie banerka.

Makaron bez gotowania (prawie)

img_0283-m

Wydawałoby się, że gotowanie makaronu al dente to sprawa prosta. W praktyce okazuje się (wystarczy przejść się po restauracjach) nie zawsze się to udaje. Tak czy owak: makaron to makaron i nie ma co kombinować. A jednak…

Jakiś czas temu na gazetowym forum Kuchnia pojawił się wpis, który proponuje alternatywną metodę gotowania makaronu. Polega ona w skrócie na tym, że po włożeniu makaronu do wrzątku, czekamy aż woda zawrze ponownie, a potem… garnek nakrywamy i  wyłączamy palnik. Czekamy tyle, ile podano na opakowaniu (możemy kilka razy zamieszać, ale pewnie nie za często, by woda nie wystygła). Makaron jest ugotowany.

Przyznam, że byłem mocno sceptyczny, ale dziś sprawdziłem (efekt, czyli carbonarę widać na obrazku u góry) i okazuje się, że to działa. Oszczędność gazu lub prądu pewnie niewielka, ale zawsze to coś. Spróbujcie i podzielcie się wrażeniami!

Foodelkowe przepisy tygodnia: edycja 17

przepisy tygodnia foodelka jpgKolejne spóźnione wydanie foodelkowych przepisów tygodnia. Coraz poważniej myślę o przeniesieniu ich na poniedziałki, a może nawet na wtorki – łączenie weekendowych wyjazdów z przeglądaniem prawie dwóch tysięcy blogowych i forumowych wpisów jest trudne, poza tym warto choć w niedzielę nie mieć obowiązków.

Dlatego nie będę przedłużał, robił wstępów i podsumowań: szczerze mówiąc przepisy z tego pięknego majowego tygodnia nie układają się w jakąś spójną całość (być może wynika to tylko z pośpiechu, w jakim je zbierałem). Czy coś je łączy? Chyba tylko to, że są bardzo, bardzo inspirujące. Smacznego!

Tyle w tym tygodniu. Oby następny był mniej zabiegany, a równie smaczny! Zapraszam za tydzień. A autorzy przepisów proszeni są na stronę

Fotoffi x 100

banana-pear-honey-lime-smoothieDlaczego publikuję tu zdjęcie bananowego smoothie? Bo to setna fotka, która została opublikowana na Fotoffi!

Osiągnęliśmy więc pierwszy kamień milowy. Dla tych, którzy nie wiedzą, Fotoffi to moderowana galeria, w której każdy może opublikować zdjęcia potrawy, o ile są one apetyczne i wysokiej jakości (nie mam dokładnych statystyk, ale ok. 70% zdjęć jest przyjmowanych, więc nie jest trudno się tam zaprezentować).

Pozostaje tylko najważniejsze pytanie: po co? Dwa powody:

Po pierwsze jest to miejsce, gdzie można opublikować duże, piękne zdjęcia. Na blogach nie zawsze jest na to miejsce. A duże zdjęcia robią zupełnie inne wrażenie niż „znaczki pocztowe”.

Drugi powód jest ważniejszy: odwiedzającym się ta strona bardzo podoba. Garść opinii z jednej dyskusji na Goldenline: „wow! pyszności! wyśmienitości! nie nadążałam z połykaniem śliny”, „ ja pierniczę!! wracam z pracy głodna jak wilk, a tu trach!!!  Uznaję to za znęcanie się nad ludem :/”, „ Jem oczami!!”, „nie zalozylam sliniaka…i to byl blad…”. Jest to wiec okazja, żeby wyjść do trochę szerszej publiczności ze swoimi kulinarnymi pomysłami, do osób, które nie czytają na codzień blogów kulinarnych. Oni czekają na wasze zdjęcia.

Stronę będziemy cały czas rozwijać, jeśli macie jakieś pomysły, sugestie czy rady, zapraszam do podzielenia się nimi. I oczywiście do dodawania fotek i komentarzy. Mam nadzieję, że niedługo świętować będziemy 1000 zdjęć na Fotoffi.

Foodelkowe przepisy tygodnia: edycja 16

przepisy tygodnia foodelka jpgW poprzednich tygodniach miałem pewną trudność z wyborem wystarczającej liczby przepisów (jakoś tak się składa, że ostatnio ich liczba oscyluje wokół 14). Staram się, żeby wszystkie z nich, przynajmniej w mojej subiektywnej ocenie, miały w sobie coś, co powoduje, że są wyjątkowe.  Tym razem: wręcz przeciwnie. Jeden za drugim przepisy z blogów trafiały do wybranych, a zanim znalazły się na Foodelku musiałem poddać je kolejnej selekcji, a i tak jest ich bardzo dużo. Albo byłem głodny wybierając najciekawsze przepisy albo po prostu ten tydzień był wyjątkowo obfity jeśli chodzi o smakowitości.

Jak można było się spodziewać, kontynuowane były wątki szparagowe. Tak jak i w poprzednim tygodniu, pojawiło się mnóstwo pysznych słodkości. W dalszym ciągu dominują dania z warzyw i owoców. Liczne są rozmaite „placki”, tarty i quiche. Jest z czego wybierać, więc wybierajcie!

Jak zwykle zachęcam autorów do wklejania foodelkowego banerka, a Was do korzystania z przepisów!

Najdroższy ziemniak świata

rungis-2Są politycy, którzy śmiertelnie obrażają się za porównanie do kartofli. Ciekawe, czy gdyby porównano ich do szampana, kawioru albo trufli, również uznaliby za stosowne wysyłanie not dyplomatycznych? Powiecie, że ziemniaki nie mają w sobie nic szlachetnego i kojarzącego się z wysoką wartością. Mylicie się.

Ziemniaki La Bonnotte, uprawiane na francuskiej wyspie Noirmoutier osiągają ceny ponad 500 Euro za kilogram. Jest to ekstremalnie rzadka odmiana pospolitych kartofelków, charakteryzująca się (podobno) wyjątkowym smakiem za sprawą bliskości morza. Ręczne zbiory odbywają się właśnie teraz i trwają jedynie tydzień. Plon to kilkadziesiąt ton unikatowych kartofelków. O sprawie poinformował blog Eatmedaily a jeśli chcecie wiedzieć więcej, to La Bonnotte doczekały się własnej strony internetowej (tylko w języku francuskim).

Trzeba przyznać, że jest w tym jakaś metoda: przy pewnej cenie relacja cena/jakość jest mało weryfikowalna. Ja zapewne nigdy nie przekonam się, czy faktycznie ziemniak z francuskiej wysepki jest wart kilkudziesięciu złotych za sztukę (bo mniej więcej tyle wychodzi w przeliczeniu). Choć gdyby była okazja? Jak szaleć to szaleć. Tylko trochę strach, że przesoli się wodę albo za mało rozgrzeje olej na frytki.

Z tymi frytkami to żartowałem oczywiście. A jeśli chcecie poczytać o innych bardzo drogich składnikach, to polecam ten wpis u kawiorowej księżniczki (w języku angielskim).