Skumbrie w towocie

Obrazek, który widzisz powyżej, pochodzi z pisma… National Geographic Kids, prenumerowanego i z zapałem pierwszoklasisty czytanego przez moją córkę. Są na nim przedstawione metody, których używają profesjonalni fotografowie potraw, by pobudzić ślinianki oglądających fotki. Miałem napisać na ten temat już od jakiegoś czasu, nie mogłem się zebrać, ale skoro już pisma dla dzieci podejmują ten temat, to i Foodelek nie może być gorszy.
Arsenał tricków jest bogaty. Do podstawowych narzędzi pracy należą miniaturowe palniki, dzięki którym przyrumienienie dowolnej części potrawy nie stanowi problemu. Pewnie trudno by było za pomocą palnika wypalić równe ślady od rusztu na cukinii czy papryce, ale jeśli przyrumieni się ona nierówno, można pomóc sobie tuszem do rzęs. Płyny stanowią osobny problem. Można je po prostu sfabrykować, rozpuszczając barwnik w wodzie. Sos, który ścieka z potrawy, zagęszczamy olejem silnikowym i po problemie (ale najpierw pokrywamy danie wodoodporną pastą do butów: olej, symulujący polewę karmelową nie będzie wsiąkał w ciasto). Zaś brązowa pasta do butów upiecze największego indyka w 15 minut!
Wiadomo, że mleko pieni się dobrze, ale mydło lepiej. Czemu nie użyć więc mydła? Potrzebny dym? Można zastosować kadzidełka. Para? Strzępki bawełny zmoczyć i wrzucić do mikrofalówki, będą parować jak świeżo ugotowane ziemniaczki. Krople wody? Dezodorant w sprayu lub gliceryna + rozpylacz. Przydaje się także lakier do włosów. No mający setki zastosowań klej. Profesjonalny fotograf robiąc profesjonalne zdjęcie profesjonalnego hamburgera nakleja każde ziarenko profesjonalnego sezamu na profesjonalną bułkę
OK, możemy na tym zakończyć wyliczankę. Dodatkowe informacje na ten pasjonujący temat znajdziecie na blogu Photocritic (i w pisemkach dla dzieci!). Mam nadzieję, że w czasie świąt znajdziecie chwilę czasu i zrobicie, bez wykorzystania powyższych technik, zdjęcia wspaniałym wielkanocnym potrawom. A potem opublikujecie na Fotoffi, gdzie właśnie dodaliśmy funkcje komentowania fotek (tak, wiem, że zdjęcia można publikować i na własnym blogu, ale Fotoffi to szansa wyjścia do tych osób, które niekoniecznie znają adres bloga, którego piszesz).
Aby trochę ułatwić, przygotowuję właśnie specjalny poradnik amatorskiego fotografowania potraw. Ale to już po świętach. Wesołego raz jeszcze!


poswix napisał(a) 09 kwietnia o 20:43
Um… No przecież każda gwiazda przed sesją zdjęciowąmusi nałozyć na siebie tonę makeupu.. Prawda?
agata napisał(a) 10 kwietnia o 10:30
Już się nie mogę doczekać, kiedy wypastuję mojego świątecznego indyka!
asiaque napisał(a) 10 kwietnia o 12:16
Te wszystkie piętrowe hamburgery na displayach w McD i Burger Kingu to nic innego tylko podmalowane odlewy gipsowe.
KosciaK napisał(a) 10 kwietnia o 12:41
Czy te wyboldowania w tekście są naprawdę konieczne? Czytelnik foodelka chyba nie jest idiotą i sam wyłapie co jest ważne w tekście a co nie. Już nie wspominając o tym, że takie pogrubienia potwornie rozpraszają – zamiast czytać tekst oczy same przeskakują do kolejnego wytłuszczenia…
zuber napisał(a) 10 kwietnia o 17:03
@KosciaK: Profesjonalnie zamiast pogrubienia używa się kursywy, ale niestety niektóre systemy operacyjne nadal nie mają standardowo pochylonych wersji popularnych czcionek
Tomas napisał(a) 12 kwietnia o 21:50
tak się składa że znam kilku naprawdę profesjonalnych fotografów, polskich, francuskich i angielskich, ale ŻADEN z nich nie stosuje podobnych produktów/praktyk. Jedanakowo znane jest uzywanie kleju i gliceryny, ale olej silnikowy, pasta do butów i lakier do włosów? Skąd takie informacje????????
Notme napisał(a) 13 kwietnia o 10:18
Ja może nie na temat, ale co do Fotofii rozmiar najdłuższego boku 800px to wg za dużo ….
Marcin Jagodziński napisał(a) 13 kwietnia o 17:59
dlaczego?