Moja pierogarnia, moja!
Są takie informacje, które wyglądają jak primaprilisowy żart, a jednak nim nie są. Wczoraj (niestety) Gazeta.pl doniosła o wojnie restauratorów. Niestety, nie jest to wojna o jak najlepszą jakość potraw za jak najniższą cenę, a jedynie wojna o szyld. Poszło o nazwę „pierogarnia”, którą firma Polskie Pierogarnie uznała za zastrzeżoną. Podobno już niektóre lokale zmieniają szyldy, po otrzymaniu odpowiednich pism od prawników. Ciekawe, czy spokojnie śpią właściciele sieci o dość absurdalnej, polsko-włoskiej nazwie Pierogerria (jest jeszcze, o zgrozo „Pierrożernia” przez dwa „ż”!).
Lokali pod taką nazwą jest w Polsce dość sporo, ciekawe, że pierogowym zagłębiem okazuje się Toruń.
Wiadomo, że marka jest cenna, ale czy może być nią takie słowo jak „pierogarnia”? Co o tym myślicie?
foto (cc) Vanessa Pike-Russell


asieja napisał(a) 01 kwietnia o 12:50
oni niech się kłócą
a ja i tak wolę własnoręcznie ulepione, domowe pierogi! o!
aga-aa napisał(a) 01 kwietnia o 16:28
jak tylko zaczęłam to czytać od razu przed oczami pojawiły mi się toruńskie pierogarnie, których jest na rynku staromiejskim (i nowomiejskim też) wiele… i asiejo wierz mi ale tam lepią ręcznie, są nawet lepsze niż domowe…
Jakub napisał(a) 10 kwietnia o 12:48
Wydaje mi się, że pierogarnia to typ lokalu gastronomicznego, a nie nazwa własna. Nazwa wydaje mi się być równie potoczna jak restauracja, bar, karczma czy pijalnia piwa. Zastrzeganie jej jest wg mnie absurdalne
Kacperski napisał(a) 21 kwietnia o 17:04
a ja jadłem pyszszne pierogi w Białymstoku w Pierrożerni,przez jedno ż. Najadłem sie do syta… i ten wyborny smak.Polecam wszystkim pierożercą