weganin (do kolacji)
mark bittman jest stałym publicystą kulinarnym new york timesa, jest też autorem popularnych książek kucharskich, takich jak „how to cook everything”. gdy więc usłyszał od lekarza, że najlepiej by było, gdyby przeszedł na dietę wegańską, nie spodobało mu się to zalecenie. bittman nie ma nic przeciwko niejedzeniu mięsa, wydał nawet książkę „how to cook everything vegetarian”. w swojej ostatniej publikacji (mam nadzieję, że kiedyś ukaże się ona po polsku) zatytułowanej „food matters” propaguje zdrowe odżywianie się, przy czym „zdrowie” oznacza nie tylko nasze zdrowie, ale i zdrowie naszej planety. mniej mięsa, mniej przetworzonych produktów, mniej przejmowania się etykietkami w rodzaju „lokalne” czy „ekologiczne”, zero snobizmu – to w największym skrócie przesłanie książki bittmana (dla zainteresowanych recenzja, po angielsku).
z drugiej jednak strony dieta wegańska bittmanowi, który uwielbia jeść „wszystko” zupełnie nie odpowiadała. nie jest on typem człowieka skłonnego do wyrzeczeń. poszedł więc na kompromis: nie jada mięsa do szóstej po południu, za to wieczorem, na kolację, pozwala sobie na wszystko, na co ma ochotę. w jego przypadku to świetnie działa: stracił ponad 15 kilo, czuje się lepiej, poziom cholesterolu wrócił do normy. nazwał to podejście lessmeatarianizmem (po polsku brzmi to potwornie, ale lepiej niż mniejmięsożerstwo) i chyba to określenie zaczyna się przyjmować.
doskonale rozumiem, że ortodoksyjnych wegan to nie zadowoli, ale chyba lepiej jeść mniej mięsa, niż więcej. jeśli bym miał przejść na dietę, podążyłbym jego śladem. też nie mam w sobie ani grama masochistycznych skłonności (a kompletne niejedzenie mięsa byłoby dla mnie masochizmem). mógłby sobie powiedzieć, że chcę jeść mniej mięsa, ale trudno określić, ile to „mniej” ma wynosić. pomysł z wyznaczeniem sobie konkretnej godziny wydaje się być całkiem niezły.



Bea napisał(a) 02 marca o 20:08
Czy chodzilo na poczatku o diete wegetarianska? czy weganska? bo przeciez nie sa one synonimiczne…
Marcin Jagodziński napisał(a) 02 marca o 20:11
wegańską (wg. źródeł), poprawiam.
Bea napisał(a) 02 marca o 20:28
Widzisz, a ja myslalam jednak, ze o wegetarianska… weganie nie spożywają przeciez żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego (mięso, ryby, mleko i wszelakie jego przetwory, jajka, miód, żelatyna itd. itp), a Bittman w sumie generalnie mowi o miesie… Swoja droga sama nazwa ‘ lessmeatarianizm’ dosyc zabawna, ale jak dla mnie tylko nazwa
Marcin Jagodziński napisał(a) 02 marca o 20:46
bittman mówi o mięsie, a także o nabiale.
Bea napisał(a) 02 marca o 20:50
A to faktycznie spore ograniczenie, rozumiem wiec, ze bylo / jest mu ciezko z tylu rzeczy zrezygnowac :/
A nad ksiazka zastanawiam sie od kilku miesiecy i nadal nie wiem czy powinnam ja chciec
olga spaceage napisał(a) 02 marca o 20:56
“Lessmeatarianizm” brzmi znacznie lepiej niz popualrny kilka temu termin “flexible vegan” czy “flexitarian”, przynjamniej od razu wiadomo o co chodzi. Pomijajac samo mieso to reszta produktow w postaci jest dostepna lub produktow bardzo podobnych (i nie mam na mysli tofu udajcego parowki czy sojowego sera).
Gdybym miala zrezygnowac z czegos dla zdrowia a nie przyczyn etycznych czy religijnych to na pierwszym miejscu bylby to nabial – laktoza ukrywa sie wszedzie – i nie chodzi mi o moje prywtane uprzedzenie, tylko wszechobecnosc dosc alergennego skladnika.
Bea napisał(a) 02 marca o 21:38
Zgadza sie Olgo; i wlasnie ‘najgorsze’ jest chyba to ewentualne wczytywanie sie w etykiety by upewnic sie, czy ten alergen sie tw danym produkcie znajduje czy nie; bo niestety mozna znalezc go nawet tam, gdzie sie tego zupelnie nie spodziewamy :/
ola napisał(a) 02 marca o 23:27
Program Bittmana “Minimalista” pokazuje też kuchnia.tv
Notme napisał(a) 03 marca o 12:50
Jestem wegetarianką od 11 lat w kwietniu już będzie,
od 4 lat nie jem produktów z soi, ponieważ gdzie mieszkam są mało dostępne i uwierzcie mi bez nich też da się żyć i to zdrowo żyć.
Nie jedzenie mięsa nie jest trudnym jak to nazywacie “wyrzeczeniem”, to kwestia samego podejścia oraz zależność klimatyczna…
Te same składniki znajdziemy w innych produktach pochodzenia niezwierzęcego (mówie głównie o mięsie), ale aby uzupełnić zapotrzebowanie na składniki odżywcze na jeden dzień w życiu wegetarianina nie wystarczy zjeść tylko kawałek mięsa, tutaj należy dobrze dobierać i różnorodnie produkty, bo bardzo łatwo popaść w awitaminozę, a nawet w anemię. Więc wg mnie z tego wynika, że dla wielu łatwiej jest zjeść ten kawałek mięsa i mieć z głowy, niż myśleć codziennie co i jak zjeść (przynajmniej na początku), aby odpowiednio się odżywić, mieć energie i siłę do normalnego funkcjonowania, etykiety też trzeba czytać.
Oczywiście to tylko moje zdanie,
Wy możecie mieć inne. 

)))
Wg mnie ludzie jedzą mięso, ponieważ jest to szybki i łatwy i tańszy dostęp do potrzebnych nam do życia składników odżywczych oraz jest to pewnego rodzaju PRZYZWYCZAJENIE, które jest nam przekazywane od najmłodszych lat. Tak samo jak powszechnie się mówi, że wegetarianin odżywia się soją, ze względu na białko, które w sporych ilościach znajduje się w soi, ale pamietajcie nie tylko w soi.
Poza tym dieta wegetariańka (nie wiem jak wegańska) jest błędnie rozumiana przez wielu jako odchudającą, bo przecież WEGETARIANIN nie ja samych warzw i owoców.
Dużo by się tu rozpisywać, ale już nie będę męczyć.
Pozdrawiam serdecznie!
Bea napisał(a) 03 marca o 16:35
W takim razie dopisze, ze soi nie jem praktycznie wcale, a poziom bialka mam ponoc wyzszy niz ktos, kto regularnie jada mieso
Pani.S napisał(a) 06 marca o 22:19
Wyglada na to, ze jestem lessmeatarianka.