ciasteczkowy potwór
amerykańska edycja men’s health opublikowała ranking najcięższych bomb kalorycznych. wygrał ją shake z herbatnikami oreo (odpowiednik naszych markizów) serwowany w sieci lodziarni baskin-robbins. wersja „large” robi wrażenie: 2600 kalorii, co w wielu przypadkach przekracza dzienne zapotrzebowanie organizmu, ćwierć kilo cukru, 59 gramów nasyconego tłuszczu (trzykrotność normy dziennej!) oraz imponującą listę składników. zobaczcie zresztą sami, czego tam nie ma!
men’s health przetestował też inne dania i o dziwo najtłustsza pizza przegrywa z ciasteczkowym potworem, przynajmniej pod względem kalorii. więc jeśli już zamawiacie głęboko smażoną pizzę, nie popijajcie jej tym napojem. możecie wybuchnąć. inna rzecz, że japońskie i koreańskie pizze zniszczyłyby zapewne shake’a z herbatnikami. pominięty został też hamburger z podwójnymi byepassami, a myślę, że też mógłby namieszać w czołówce. widziałem też gdzieś hamburgera zawiniętego w pizzę, serwowanego z hotdogami, ale cały czas mam nadzieję, że to jednak nie był dowcip.
na marginesie: twórcy rankingu mieli o tyle ułatwione zadanie, że w usa dość często podawane są bardzo wyczerpujące informacje o wartościach odżywczych żywności. nawet, gdy nie ma się czym chwalić. zresztą nie tylko w usa: blog eat me daily znalazł w brytyjskim supermarkecie jajka od nadgorliwego dostawcy, który ostrzega alergików, iż produkt ten zawiera… jajka. takie absurdy, których jest zresztą coraz więcej (ostatnio w berlinie wpatrywałem się jak osłupiały w informację, że espresso zawiera, któżby się spodziewał?… kofeinę!) nie powinny jednak przysłaniać faktu, że jest to zjawisko pozytywne, które oszczędzi przynajmniej niektórym shake’ów, bypassów i tym podobnych przyjemności.
bo do rady, zamieszczonej w artykule, który podrzucił mi tomek w komentarzu („reducing portion size is an easy and cost-effective way for small businesses to help people eat sensibly”) raczej się nikt nie dostosuje. nie wiem, jaki procent konsumentów jest w stanie ocenić wartość odżywczą, tego co jedzą. nie wiem, jaki procent potrafi ocenić smak dania. ale wiem, że 100% jest w stanie opisać jedzenie kategoriami „dużo/mało”.


Tomek napisał(a) 27 stycznia o 15:54
LOL, uśmiałem się do łez, ale to wszystko prawda. Po 10-dniowym pobycie w USA wróciłem 4 kilo cięższy!
aga-aa napisał(a) 27 stycznia o 16:41
wow niezły ten shake
szkoda, ze w Polsce producenci nie są tak nadgorliwi w podawaniu składników odżywczych
olia napisał(a) 27 stycznia o 18:30
uwielbiam oreosy, z markizami łączy je tylko struktura ciasteczko+krem+ciasteczko; czasem nachodzi mnie ochota na przetłuste i przesłodkie ciastko oreo dream w coffee heaven i zawsze sobie po nim obiecuję, że już nigdy więcej…
Zuzanka napisał(a) 28 stycznia o 02:38
No, w dowolnym świecie zamieszkałym przez kobiety, knajpy systemu “małe porcje dobrej jakości” zrobiłyby furorę. Niestety, większość z istniejących nie zgadza się na wyrzucenie frytek czy innych ziemniaków czy zamówienie połowy porcji.
olciaky napisał(a) 28 stycznia o 12:07
OO! robi wrazenie nie ma co
! Dobre..
bomba cholesterolowa | foodelek napisał(a) 27 lutego o 19:03
[...] już o bombach kalorycznych, dziś czas na bombę cholesterolową. panie i panowie, ogłaszam alarm dla tętnic wieńcowych! w [...]