przysmak spidermana

co kraj to obyczaj. globalizacja postępuje i świat się kurczy, obyczaje, w tym kulinarne, migrują. i nie musisz już jechać do kambodży, żeby spróbować pieczonych tarantuli. w nowojorskim hotelu waldorf-astoria uśmiercą je w cywilizowany sposób (topiąc w brandy), a potem zrobią z nich szaszłyczki. smacznego.

jeśli po obejrzeniu tego filmu masz jeszcze ochotę na obiad, zapraszam do wątku o angulas na forum “galeria potraw”. na zdjęciach mamy wprawdzie do czynienia z „podróbkami”, ale jak widać, owe podróbki nie utraciły apetycznego-inaczej wyglądu. ci, którzy próbowali zarówno prawdziwych angulas jak i wersji „identycznej z naturalną” twierdzą, że i w smaku nie ma różnicy. być może jedyna różnica polega na tym, że jedząc podróbkę małych węgorzyków nie czujesz się jak pedofag. ładne słowo, prawda?

istnieje zresztą stowarzyszenie gastronautów (nie mylić z polskim serwisem pod tą samą nazwą): klub osób, które postawiły sobie za cel odkrywanie nowych smaków. węże, aligatory, jaszczurki. szopy pracze, te sprawy. chłop żywemu nie przepuści.

Co o tym myślisz? Napisz!