1500 fanów Foodelka na Facebooku
Mamy już 1500 fanów na Facebooku! Dołącz do nas (a jeśli już jesz z naszej miseczki, zaproś do niej swoich znajomych)!
Mamy już 1500 fanów na Facebooku! Dołącz do nas (a jeśli już jesz z naszej miseczki, zaproś do niej swoich znajomych)!
Publikujemy przepisy dnia, codziennie na Facebooku, zostańcie naszymi fanami!
Taka mała rocznica,
mam nadzieję, że będzie ich więcej
Na początek chciałam zeznać, że nie wszystkich Foodelkowych “laureatów” z ubiegłego tygodnia udało mi się powiadomić o wybraniu ich przepisów. Miałam problem z powiadomieniem właścicieli niektórych blogów na Blox’ie – komentarzy pod postami nie mogą zostawiać osoby nie mające tam konta. Mam nadzieję, że z czasem to się zmieni, a właściwie to, że blogerzy zmienią ustawienia
Bardzo dużo się teraz na blogach dzieje, nastąpił istny wysyp kotletów ciekawych, serników maści wszelakiej i nie zrobię żadnego tylko dlatego, że nie mogę się zdacydować który wspanialszy. Dużo też potraw o tajemniczo brzmiących nazwach i mają coś wspólnego z tajemniczymi kobietami – nie sposób się im oprzeć. Trwa jeszcze Festiwal kuchni żydowskiej, można się już zbroić do Święta Kapusty i Festiwalu Dyni, a ja nie mogę się doczekać tych wszystkich pyszności!
Autorów Foodelkowych przepisów tygodnia zapraszam do pobrania i zamieszczenia u siebie naszego banera. Jeśli znajdziecie jakiś nowy obiecujący blog o jedzeniu, to bądźcie tak mili i przyślijcie mi informację – mój adres e-mail znajdziecie u mnie, na górze po prawej. Dziekuję i do przyszłego tygodnia
Wkoło wszystko szykuje się do spania, ale Foodelek się przebudził. Podczas gdy Marcin jest zajęty Foodelkowe przepisy tygodnia poprowadzę ja, Olasz. Wiem, że jego zastąpić się nie da, proszę się nie martwić, to rozwiązanie jest tylko chwilowe, wszyscy mamy nadzieję, że niedługo Marcin wróci
W tym tygodniu zestawienie będzie bardzo subiektywne – siedzę w fotelu, pod kocem, piję gorącą Inkę z mlekiem, udaję, że nie słyszę podmuchów wiatru za oknem i czekam na wiosnę. O zimie nie wspominam celowo – obiecałam sobie, że w tym razem ją zignoruję.
Będzie to zestawienie miało też trochę poślizgu w stosunku do dat zamieszczenia przepisów – chcialiśmy z Marcinem upewnić się, że wszystko zrobiłam jak należy i poprawić ewentualne błędy i niedociągnięcia. Chyba się udało
Mamy jesień, nie ma co ukrywać, bo nie ma jak tego ukryć. No i po co? Są rzeczy na których kolej wpływu się nie ma, więc lepiej zaakceptować, pokochać i wyciągnąć z sytuacji ile się tylko da. Jesień przynosi ze sobą różnorodność sezonowych produktów, więcej niż jakakolwiek inna pora roku, część z nich można przetworzyć i zachować na później. Przynosi jeszcze jesień ochotę na jedzenie rozgrzewające, wypełniające brzuch i mocno sycące, przepisy które przyciągnęły moją uwagę w tym tygodniu opisują właśnie takie potrawy. Pełno wszędzie dyni, cukini, ostatnich pomidorów, tych najbardziej dojrzałych, kapusty, no i oczywiście jesiennych owoców – samo wymienianie skladników sprawia, że robię się głodna
Tutaj można pobrać kody foodelkowych bannerów, autorów wyróżnionych przepisów zachęcamy do ich pobrania, a czytających do gotowania
Jestem winien wyjaśnienie: z braku czasu i weny, chwilowo (mam nadzieję) nie piszę tu nowych notek. Sporo myślę o nowej formule tego serwisu, ja niestety nie bardzo mogę poświęcić mu zbyt wiele czasu. Mam nadzieję, że uda się Foodelka rozmrozić i że nie straci cennych wartości odżywczych
Nie chodzi tu o konserwanty, ani środki czystości. Chciałem Wam polecić wyjątkowo interesujący artykuł na temat fizycznych i chemicznych procesów, stojących za smakiem i konsystencją tego, co gotujemy i pieczemy.
Być może nie zabrzmiało to zachęcająco, ale jest to pasjonująca lektura. Dlaczego dodajemy alkohol do sosów, skoro w procesie gotowania i tak odparowuje? Ile prawdy jest w tym, że nawet najmniejsza ilość żółtka spowoduje, że białko się nie ubije? Ile gotować strusie jajo? Na te pytania znajdziecie odpowiedź we wspomnianym artykule.
OK, może ten ostatni problem jest nieco wydumany, ale i tak zachęcam do lektury. Fizyka i chemia stoją nie tylko za cudami kuchni molekularnej, takimi jak ten prezentowany na zdjęciu (link do autora), ale także za potrawami, które przygotowujemy na codzień. Choć czasami próbujemy je oswoić, nazywając je „magią” i „sercem” włożonymi w gotowanie.
Miniony tydzień kulinarna blogosfera spędziła w dużej części na przygotowywaniu najrozmaitszych dań z ciecierzycy. Chociaż lubię akcje kulinarne, to muszę powiedzieć, że wybierając na Foodelka przepisy, miałem poczucie pewnego nadmiaru. Pod koniec tygodnia większość publikowanych dań zawierała ciecierzycę, co sprawiało, że przepisy były dość monotonne. A nie jestem wrogiem ciecierzycy! Wręcz przeciwnie, hummus uwielbiam, falaflem nie gardzę…
Co poza ciecierzycą? Oczywiście szparagi. Ale także i inne dania, czasem z egzotycznymi składnikami lub pochodzące z krajów, o których kulinarnej tradycji niewiele wiemy. No i słodkości. Kiedy przygotowywałem pierwsze foodelkowe przepisy tygodnia, jakoś rzadko wybierałem do nich desery. Od kilku edycji jest ich coraz więcej. Widocznie mam taką potrzebę
Przepisów jest trochę więcej, bo obejmują dłuższy czas. Od tej pory Foodelkowe przepisy tygodnia będą ukazywać się w poniedziałek lub wtorek, tak, by podsumowywać cały tydzień, włącznie z weekendem.
Uff. 20 przepisów tym razem! Zapraszam za tydzień. A autorki i autorów przepisów proszę jeszcze o wklejenie banerka.

Wydawałoby się, że gotowanie makaronu al dente to sprawa prosta. W praktyce okazuje się (wystarczy przejść się po restauracjach) nie zawsze się to udaje. Tak czy owak: makaron to makaron i nie ma co kombinować. A jednak…
Jakiś czas temu na gazetowym forum Kuchnia pojawił się wpis, który proponuje alternatywną metodę gotowania makaronu. Polega ona w skrócie na tym, że po włożeniu makaronu do wrzątku, czekamy aż woda zawrze ponownie, a potem… garnek nakrywamy i wyłączamy palnik. Czekamy tyle, ile podano na opakowaniu (możemy kilka razy zamieszać, ale pewnie nie za często, by woda nie wystygła). Makaron jest ugotowany.
Przyznam, że byłem mocno sceptyczny, ale dziś sprawdziłem (efekt, czyli carbonarę widać na obrazku u góry) i okazuje się, że to działa. Oszczędność gazu lub prądu pewnie niewielka, ale zawsze to coś. Spróbujcie i podzielcie się wrażeniami!
Kolejne spóźnione wydanie foodelkowych przepisów tygodnia. Coraz poważniej myślę o przeniesieniu ich na poniedziałki, a może nawet na wtorki – łączenie weekendowych wyjazdów z przeglądaniem prawie dwóch tysięcy blogowych i forumowych wpisów jest trudne, poza tym warto choć w niedzielę nie mieć obowiązków.
Dlatego nie będę przedłużał, robił wstępów i podsumowań: szczerze mówiąc przepisy z tego pięknego majowego tygodnia nie układają się w jakąś spójną całość (być może wynika to tylko z pośpiechu, w jakim je zbierałem). Czy coś je łączy? Chyba tylko to, że są bardzo, bardzo inspirujące. Smacznego!
Tyle w tym tygodniu. Oby następny był mniej zabiegany, a równie smaczny! Zapraszam za tydzień. A autorzy przepisów proszeni są na stronę…
Dlaczego publikuję tu zdjęcie bananowego smoothie? Bo to setna fotka, która została opublikowana na Fotoffi!
Osiągnęliśmy więc pierwszy kamień milowy. Dla tych, którzy nie wiedzą, Fotoffi to moderowana galeria, w której każdy może opublikować zdjęcia potrawy, o ile są one apetyczne i wysokiej jakości (nie mam dokładnych statystyk, ale ok. 70% zdjęć jest przyjmowanych, więc nie jest trudno się tam zaprezentować).
Pozostaje tylko najważniejsze pytanie: po co? Dwa powody:
Po pierwsze jest to miejsce, gdzie można opublikować duże, piękne zdjęcia. Na blogach nie zawsze jest na to miejsce. A duże zdjęcia robią zupełnie inne wrażenie niż „znaczki pocztowe”.
Drugi powód jest ważniejszy: odwiedzającym się ta strona bardzo podoba. Garść opinii z jednej dyskusji na Goldenline: „wow! pyszności! wyśmienitości! nie nadążałam z połykaniem śliny”, „ ja pierniczę!! wracam z pracy głodna jak wilk, a tu trach!!! Uznaję to za znęcanie się nad ludem :/”, „ Jem oczami!!”, „nie zalozylam sliniaka…i to byl blad…”. Jest to wiec okazja, żeby wyjść do trochę szerszej publiczności ze swoimi kulinarnymi pomysłami, do osób, które nie czytają na codzień blogów kulinarnych. Oni czekają na wasze zdjęcia.
Stronę będziemy cały czas rozwijać, jeśli macie jakieś pomysły, sugestie czy rady, zapraszam do podzielenia się nimi. I oczywiście do dodawania fotek i komentarzy. Mam nadzieję, że niedługo świętować będziemy 1000 zdjęć na Fotoffi.